Naprawdę ciekawe czasy

Polacy czytają mało. Kultura czytelnicza w naszym kraju w pełni zasługuje na określenie „niska”. Nie widać tego w szkołach, środkach komunikacji czy nawet na ulicach - pod warunkiem, że mamy na myśli ulice wielkich miast. Niestety coroczne statystyki obejmują cały kraj i ich wyniki nie pozwalają się łudzić. Można zapytać: „a kiedy będzie dużo?”. Odpowiedź zależy od wielu czynników, możemy ustalić określone kryteria albo zastosować metodę porównawczą - oceny będą różne. Ale nigdy nie będzie tak, by ktoś powiedział: „czytamy za dużo”. Książki nie tuczą, można jeść do syta, a na deser - smakować. Czy jednak w menu naszego fantastycznego poletka znajdziemy coś, w czym będzie można naprawdę zasmakować?

Żyjemy w ciekawych czasach. Wydarzenia na świecie, moda, funkcjonujące przepisy na życie - wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, gna na złamanie karku i nieraz tym właśnie się kończy. Tak jak u Pratchetta - w jego prześmiewczym komentarzu do naszych czasów. Jak więc wygląda współczesność rynku fantastycznego? Przeciętny czytelnik literatury spod znaku magii i miecza (wzbogaconych odgłosem startujących kosmolotów) nie powinien narzekać. Ukazuje się dużo i dość szybko, jest w czym wybierać, a jakość wydawanych pozycji wciąż rośnie kusząc przykuwającymi spojrzenie okładkami i nierzadko błyskotliwymi promocjami. Coraz częściej głośne tytuły mają niemalże równoległą premierę u nas, wydaje się coraz więcej antologii (również z południa i wschodu Europy), dynamicznie rozwijają się internetowe portale i ziny poświęcone fantastyce. Wystarczy przekroczyć próg księgarni i zanurzyć się w świecie wyobraźni.

W tym miejscu przerwę obraz sielanki, by zrobić tło dla czegoś szczególnego. To fakt - mamy, w czym przebierać i co czytać, ale po lekturze pozostaje niedosyt. Większość oferty wydawniczej (zwłaszcza rodzimej, spod szyldu jednego z najpopularniejszych wydawnictw w kraju) to literatura rozrywkowa albo łącząca rozrywkę z próbą zawarcia „czegoś więcej”. Zresztą bardzo dobrze, bo dzięki temu książki jako tako się bronią i mogą konkurować z filmem czy kolorowymi magazynami. Czasem trzeba oderwać się od wszystkiego i po prostu dobrze bawić. Pozostaje tylko kwestia niedosytu - tej potrzeby, by zetknąć się z czymś świeżym, oryginalnym, ambitnym i stawiającym ważne pytania, potrząsającym utartymi schematami myślenia i skłaniającym do tego, by choć na chwilę opuścić ich ścieżki.

To luka, którą dostrzegają nieliczni. Nieliczni szukają czegoś, co ją zapełni. Dla nielicznych właśnie - wiele ryzykując - Mag wydaje swoją „Ucztę Wyobraźni”. Cieszmy się więc, bośmy elita!

Choć daleki jestem od hurra optymistycznych opinii, przedstawiających tę serię, jako niewiarygodną ucztę dla zmysłów, po której już nic nie będzie takie samo - to muszę śmiało powiedzieć: prezentowana w niej literatura znalazła we mnie wiernego czytelnika. Jest wymagająco, z rozmachem, często nowatorsko (tutaj warto polecić choćby książki Duncana), nieraz bardzo poetycko („Akwaforta” Bishop). To po prostu kawał solidnej literatury, niczym wyspa wśród morza łatwej rozrywki. Skłania do refleksji i dostarcza przyjemności - zachwycając.

Trafna była ocena naszych czasów spisana piórem sir Pratchetta, ale przyglądając się stojącym na półce książkom z UW mam wrażenie, że jeżeli chodzi o menu czytelnicze…

… sam Terry by przyznał: żyjemy w ciekawych czasach. I nie byłoby w tym cienia ironii.

Smacznego!

Krzysztof Kozłowski