O tym, jak jedno skojarzenie zamknęło mi (na szczęście czasowo) dostęp do dobrej lektury

Dawno, dawno temu (czyli jakieś dwa lata temu z okładem) weszłam do księgarni, aby ukoić nerwy po ciężkim dniu. Znajoma pani ekspedientka już od progu zaciągnęła mnie na stoisko z fantastyką i zaprezentowała „Wieki światła” Iana R. MacLeoda. Popatrzyłam – porządna twarda oprawa (nie rozpadnie się po pierwszym czytaniu), okładka niczego sobie (nie straszy), wewnątrz druk nie za duży (znaczy, objętość książki nie jest sztucznie zwiększona), papier też jakiś taki porządniejszy, cena akceptowalna… wygląda całkiem, całkiem. Tylko ten autor… kompletnie nie znałam autora. Skojarzył mi się od pierwszej chwili z „Nieśmiertelnym” (sic!) i… oczywiście książki nie kupiłam. Zapamiętałam jedynie napis na okładce: „Uczta wyobraźni”. Trochę gryzło mi się to z „Nieśmiertelnym”… ale skojarzenie na mur usadowiło się w mojej głowie.

Parę miesięcy później zobaczyłam na księgarskiej ladzie „Welin” Hala Duncana – z tym samym intrygującym napisem na okładce: „Uczta wyobraźni”. O autorze słyszałam, owszem. Że młody, że – eksperymenty z formą, że – nowy styl w fantastyce, że – pochlebne recenzje. Oczywiście, nie kupiłam – przecież nie mogę kupować tego, co wszyscy. Czas płynął, w „Uczcie wyobraźni” wychodziły kolejne książki – a ja ich dzielnie nie kupowałam. „Nieśmiertelny” triumfował…

Aż w końcu wyszła „Akwaforta” K.J. Bishop… a zaraz potem „Ślepowidzenie” Petera Wattsa. Obie miały na okładce znajomy napis… Nie wytrzymałam, przydeptałam nieszczęsne skojarzenie i kupiłam. I zaraz po zakończeniu lektury zamówiłam poprzednie pozycje z tej serii. Nie wszystkie zdążyłam już przeczytać, ale wiem jedno – jeśli oferują mi ten sam rodzaj doznań czytelniczych, co dwie ostatnie pozycje – było warto. Książki z tej serii są inne – wymagające poświęcenia im i czasu, i uwagi. Czasem też trzeba doczytać lekturę uzupełniającą, a czasem po prostu pomyśleć, zastanowić się nad problemem postawionym przez autora. To nie jest milusia lektura na jeden wieczór, o której da się bezproblemowo zapomnieć – jakaś część tych książek pozostaje w czytelniku. I jedno dziś wiem na pewno – książki z „Uczty wyobraźni” mogę kupować w ciemno.

Beata Kajtanowska